Fabryka opowieści

Bajkowa ilustracja Camille Garoche

„Dawno dawno temu, za górami, za lasami…” Tak, każdy z nas zna jakąś opowieść rozpoczynającą się od tych lub podobnych słów. Bajek lubimy słuchać, w bajki lubimy wierzyć. Są one nie tylko miłym elementem codzienności lat najmłodszych, ale też istotną częścią kulturowego dziedzictwa społeczności wszystkich pięciu kontynentów. Ezop dzięki swoim bajkom jest pamiętany do dziś, Szeherezada swoje baśnie snuła przez 1001 nocy dzięki czemu uratowała swoje życie, a przy okazji zdobyła serce księciu Szachrijara. A my – współcześni, ile bajek znamy? I jak wiele z nich rozumiemy?

O bajkach postanowili odpowiedzieć kuratorzy wystawy La fabrique des contes, przygotowanej wiosną w genewskim muzeum etnograficznym. Wystawę można zwiedzać do lipca przyszłego roku, więc kto ma uszy niechaj słucha, bo może będzie okazja tam zajrzeć.

Wchodząc na ekspozycję wchodzimy jakby za jej kulisy. Korytarze z pachnącej drewnianej sklejki niczym zaplecze sceny teatru wiodą nas w mroczną przestrzeń. Po drodze mijamy między innymi starodawny dyliżans, afisze z kukiełkowego teatru i ręcznie szyte złote trzewiki. W ten sposób, nawet nie wiedząc kiedy trafiamy do kolejnych opowieści. Tytułów wszystkich nie zdradzę, ale są to między innymi Le pantalon du Diable, La lune et la louve oraz L’ours amoureux. Do opowiedzenia ich zostali zaproszeni czterej artyści. Jak podkreślają kuratorzy są to osoby z różnych stron świata, w różnym wieku i pracujący w różnych technikach czyli Włoch Lorenzo Mattotti, Francuzka Camille Garoche, Flamand Carll Cneut i genewczyk Jean-Philippe Kalonji.

Czytelnicy w Polsce mogą znać już jednego z nich, a mianowicie chodzi tu o Carlla Cneuta, autora między innymi wydanych przez Dwie Siostry Ptaków – do rysowania, gryzmolenia i kolorowania, ale przede wszystkim bajecznie ilustrowanej opowieści Złota klatka czyli Prawdziwa historia księżniczki czystej krwi.

Na wystawie pojawiają się więc zarówno wyraziste ilustracje tworzone tuszem, lekka akwarela a nawet wycinankowa diaporama. Prace i styl artystów nadały także kierunek samej scenografii ekspozycji, która niczym wielkie trompe-l’œil porywa nas w świat bajki: są tu lustra, lasery i różne tajemne odgłosy i… morawskie czerwone práštěnky czyli „góralskie galoty”.

Odgrywają one bajkowe „spodnie diabła”. Na ekspozycji znajdziemy także kądziel z Le fuseau, la navette et l’aiguille braci Grimm jest opowiadana przez rzeźbioną i malowaną fińską rukinlapa z przełomów XIX i XX wieku, a śmierć z La Morte marraine odgrywa szwajcarska maska tschäggättä z lat czterdziestych. Przedmioty ustawione są w specjalnych „scenach”, obrazach z bajek lub znajdują się w gablotach.

Umieszczenie przedmiotów muzealnych w bajkowych narracjach, taki „etnograficzny product placement” okazuje się być wyśmienitą kuglarską sztuczką. Z jednej strony dawne ludowe opowieści ożywają na nowo, nabierają innego kontekstu, a tym samym przestają być czymś odległym i abstrakcyjnym – wydarzyły się przecież tu: na Morawach, w Finlandii, w Szwajcarii lub jeszcze gdzieś indziej. Z drugiej strony, taki kuratorski chwyt okazuje się być zbawienny dla samych eksponatów – nic tak bowiem tak nie ożywia jak wystąpienie w bajce!

La fabrique des contes zwiedza się miło i ciekawie. Możemy się tu poczuć jak w dawnym stylowym lunaparku – porwani przez iluzję karmioną wyobraźnią. Dodatkowo, w miarę zwiedzania wystawy bajki odsłaniają swoje kolejne znaczenia, pojawiają się konteksty psychologiczne, społeczne i kulturowe, a także wpływy kultury masowej i polityki. Prace nad przygotowaniem wystawy trwały ponad dwa lata, dzięki temu kuratorom udało się znaleźć różne ciekawe przykłady zastosowania bajki w tak zwanym „życiu codziennym”: jest więc między innymi powrót czarownic (la retour de la sorcières) w europejskiej kontrkulturze feministycznej lat siedemdziesiątych, bajki jako nośnik tożsamości powstających na przełomie XIX i XX wieku narodów, Czerwony kapturek (Rotkäppchen) w służbie niemieckiego nazizmu lat 30 ubiegłego wieku, testy psychologiczne w oparciu o interpretację klasycznych bajek czy bajka jako współczesna zabawa.

Jednym słowem wystawę polecamy. Niech was nie zmyli występujące w tytule słowo fabrique, bo nie o produkcję masową tu chodzi, ale tworzenie, praktykę bajki, bajania. To czego brakuje na wystawie, to opowieści z Afryki, Azji, innych niż europejskie stron świata. Być może tak szeroko zdefiniowany temat stałby się zbyt trudny do usystematyzowania i pokazania na jednej wystawie. „Być może”, na szczęście bajki nie znają granic. W każdym razie polecamy dzieciom oraz dorosłym!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s