Zabawki – niezabawki na czas kwarantanny

W mojej rodzinie opowiadana jest historia o małym Piotrku. Było to w latach 50. rodzice kupili mu piękny czerwony samochód, bardzo ładną zabawkę. Piotrek wymienił auto na kłębek drutu, którym zaczarowały go dzieciaki z sąsiedztwa. 

Kupujemy dzieciom zabawki, które nam się podobają. Wertujemy ofertę Nosków-Nosków i oglądamy fajne filmy, w których Marta Nędza opowiada jakie zabawki warto mieć i kupić.

Zabawki dostosowane do wieku, drewniane, pastelowe, minimalistyczne, skandynawskie. No cóż, dzisiaj zabawki są śliczne! Tak myślą rodzice.

My także połknęliśmy bakcyla fajnej formy i Gutka dostała piękny mobil obowiązkową lalkę Meri Meri albo drewniane kuleczki, które elegancko prezentują się na komodzie, a także różne gryzaki, małpkę do gryzienia, śliczną owcę i tak dalej. Większość, z tych małych, gadżetów Gutka wyrzuciła na wolność z wózka, kiedy miała około roczku.

W międzyczasie okazało się, że Gutka zapałała wielką miłością do niestandardowych przedmiotów. Wolę brzydotę. Jest bliżej krwiobiegu pisał Stanisław Grochowiak.

Zachwyt naszego dziecka wzbudziły między innymi żółty lejek, orzech z pospiesznie dorysowaną buzią, kolorowa chusteczka prababci, połamany bałwanek z choinki, durszlak, patyki i szyszki, figurki ulepione z plasteliny, mały biały misiu, („i dlugi!”, jak by dodała nasza córka, bo domowa menażeria freaków rośnie). Znacie to, prawda? 

Nasze dziecko uwielbia zwierzątka z second handu (kupione w praskich szmateksach przed czasami epidemii), porcelanowe lalki kupione od Smutnego Pana na falenickim bazarze (ech, czasy przed pandemią), radzieckiego gumowego zająca-kozaka, różne klucze i śrubki, luźne postaci wydarte z książeczek obrazkowych.

Wymienione powyżej zabawki niczym rebelianci – przedstawiciele drugiego obiegu – walczą o uwagę z naszym kontratakującym imperium skandynawskich bestsellerów.

Słoiki

Jako dawni zbieracze i namiętni pożeracze mamy dużo pustych słoiczków, w których zalęgają się rzeczy, które nie wiadomo gdzie wsadzić (od monet, po druciki, kolczyki, spinacze, stare bilety, kamyki i koraliki). Myślę, że Marie Kondo zemdlałaby na widok tych szkatułek. Dziecko dzięki buszowaniu po słoiczku spokojnie zajda cały obiad. Czasem trzeba się wcielić, np. w kawałek drutu (druty fajnie wygina się w różne kształty np. konika), ale na ogół samotna eksploracja słoiczka jest dla Guty równie ciekawa. Do słoików można dodać trochę ziaren bobu lub kaszy, które idealnie nadają się do przesypywania, rozsypywania i brudzenia w kuchni 🙂 Uwaga, uwaga: bawimy się drutem pod nadzorem rodziców, bo jasne, że nie namawiamy Was na niebezpieczne zabawy!

Taboret

Och, taboret! Hitem poprzednich wakacji był stołek pradziadka. I tak jest do dziś. Taboret wypełniają żelazne i tajemnicze rzeczy: gwoździe, stare klucze i kluczyki, elementy armatury, papier ścierny, druty, śrubki, oporniki, szpilki w pudełkach od zapałek, podstawki, gumki. Latem łowiliśmy te skarby na wędkę magnesową. Dzisiaj stołek dostarcza nam chwil wytchnienia w momentach gęstych od wydarzeń. Gwoździe oczywiście pod kontrolą dorosłych! 🙂

Kamienie i muszle

Kolejną fajną rzeczą do zabawy bywają kamienie, nazywane przez Gutkę „kam”. Przywozimy je z różnych miejsc świata, a kiedy kolekcji uzbiera się za dużo, lądują w ogródku. Gutka lubi je oglądać, słucha szumu fal w muszelkach, kąpie znaleziska w wannie. Fascynacja kamieniami czasem przygasa, a potem budzi się na nowo.

Gumki recepturki

W każdym domu jest ich multum. Wiadomo 🙂 Do czego? Do strzelania, rzecz jasna. Inne możliwości: fryzura dla lalek, montaż elementów, układanie w stosik. Strzelanie gumką w niewiadomą stronę („nie ma!”) najfajniejsze!

Piwnica, pawlacz, szafa

Gaston Bachelard pisał o domu onirycznym. Domu obecnym w marzeniach i snach, we wspomnieniach z dzieciństwa, w podświadomości. W takim domu rozwija się podmiotowość i tożsamość dziecka. Ważnymi elementami domu są dla dziecka miejsca niecodzienne (strych, piwnica, zakamarki szafowe i pawlacze). Pozwólcie zajrzeć dzieciakom do takich miejsc z zakurzonymi sprzętami, z naskładanymi materiałami i papierami, starymi zabawkami, przetworami. Jeśli mieszkacie w małym m2 lub m3 niech wizytę na strychu zastąpi nurkowanie w skrzynkę z guzikami i nićmi albo odwiedziny w schowku w tapczanie, oglądanie pudełka z rupieciami. Coś przedpotopowego i niezwykłego, co nasyci dziecięcą wyobraźnię. U nas tę rolę pełnią wizyty w piwnicy, z których Gutka często przynosi sobie trofeum: zdegradowaną przez nas zabawkę, śmieszny wazonik – niechciany prezent, nieużywany zimą rowerek, słoiczek z przetworami, owoc lub warzywo.

Patyk, szyszka, lala z trawy przyniesione za spaceru

Patyki nazbierane podczas spaceru mogą przeżywać niesamowite przygody. Jedzą, chodzą, kąpią się i kładą do snu jak lale. Są sowami, dziećmi, panem kurierem, misiami i członkami rodziny. Występują solo i grupami trzymane w garści. Są grube, cienkie, porośnięte mchem, spróchniałe, z sękami lub bez, małe, duże, pokręcone i proste. Wędrują z nami do domu.

Przypomina mi to czasy kiedy byłam mała, a okolice warszawskiego Dworca Gdańskiego były niezabudowane. Chodziliśmy na łąkę znajdującą się na tyłach ówczesnej zajezdni autobusów, vis a vis dworca. Tata robił dla mnie lalki i zwierzątka z trawy (na przykład kozy), które zanosiłam do domu i nie pozwalałam wyrzucać. Bardzo lubiłam te pachnące postaci z siana.

Stary aparat fotograficzny

Tata Guty jest fotografem więc mamy dużo aparatów łypiących na nas szklanymi obiektywami z domowych zakamarków. Nieczynny aparat fotograficzny to znakomita zabawka dla młodej techniczki. Zachęcamy do zabawy i zakupu starej Smieny, na allegro można dostać je już od 10 PLN. Starszaki mogą fotografować, są jeszcze zakłady wywołujące negatywy i odbitki.

Etyka drugiego obiegu

Jest też etyczna strona zabawy przedmiotami z drugiego obiegu. Opowiada o tym książka Mat i świat Agnieszki Suchowierskiej (ilustracje Tomasz Kaczkowski) wydana przez Krytykę Polityczną. Miś urodzony w chińskiej fabryce trafia pod strzechy bogatych, a potem biednych rodzin. Jest to piękna opowieść budząca konsumencką świadomość dzieci i rodziców. No bo przecież większość skandynawskich gadżetów powstaje poza Skandynawią.

A jakie zabawki wymyślają Wasze dzieci? Może macie jakiś pomysł lub patent na fajną zabawę w low costowym wydaniu? Piszcie, czekamy na Wasze komentarze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s