Mazury Guty

dnia

Od prawie trzydziestu lat wakacje spędzamy w poniemieckim magazynie zbożowym. Na szarym, drewnianym szalunku magazynu rysują się niewyraźne litery układające się w napis: Getraide. W miejscu tym, przez lata, gromadziliśmy rzeczy niczym w wielkim archiwum pamięci rodzinnej, lokalnej i międzynarodowej. W zielonej szafie zamykanej na kłódkę trzymamy stare listy i notesy. W pudełkach rodzice poskładali nasze pierwsze rysunki. Na regałach stoją książki i gazety. Wśród spontanicznie poustawianych mebli z różnych okresów, poniewierają się nasze zabawki z dzieciństwa. Na długich belkach pod sufitem, stoją archiwalne numery Poezji, komiksy Spirou, kolorowe dzbany oraz malowane ręcznie talerze. W wielkiej skrzyni do przechowywania zboża umieściliśmy kolekcję płyt winylowych i świętych obrazów. Mamy także warsztat tkacki, drewniany magiel, koło od wozu drabiniastego, radziecki kajak trzyosobowy, sanki, blaszaną wanienkę do kąpieli dziecka, tarę do prania, praktyczne polówki do spania, wiele zepsutych rowerów oraz poniemieckie meble ratowane ze stodół i kurników, a potem odnawiane wspólnym wysiłkiem. Jest się w co ubrać, są: swetry, szaliki, czapki, niemodne koszulki, ciepłe koszule w kratę, piżamy, różne spódnice i sukienki w kwiaty, przechodzone buty oraz dary, takie jak różowy fikuśny peniuar ofiarowany przez społeczność lokalną „pani profesorowej” (nasza Mama) w wyrazie sympatii. Teść zaopatrzył nas w stroje robocze elektrociepłowni Kozienice, a bratowa zasiliła zbiory klocków, pociągów i innych zabawek dziecięcych, które trwają w oczekiwaniu na kolejne rodzące się wnuczki.

Dom gościł przez lata rodzinę bliższą i dalszą. Przyciągał ludzi i wydarzenia. Były tańce z wujkiem Rafałem do płyty winylowej Szalom. Samotne wycieczki Taty nad rzekę, w prawdziwym ponczo do ziemi i filcowym kapeluszu. Wyprawy rowerowe, ogniska, i spływy kajakowe. Przeprowadzaliśmy remonty i projekty remontów. Budowaliśmy płoty i kopaliśmy komposty. Przygarnęliśmy dwa króliki i wygraliśmy kota na lokalnych Dożynkach. Przesadzaliśmy kwiaty i zioła rosnące dziko w żwirowni. Dom słyszał szalone śmiechy, recytacje i śpiewy, rzewne płacze, kłótnie, oglądał powstające w nim obrazy, instalacje, a nawet performance. Przez trzydzieści lat bardzo się lubiliśmy i bardzo denerwowaliśmy na siebie. Jako dorośli przyciągnęliśmy do domu zdecydowanie zbuntowanych przeciw życiu w takim kołchozie, partnera i partnerki. Przysięgaliśmy, że już nigdy więcej nie pojedziemy razem na Mazury, a za rok jechaliśmy ponownie.

Gutka spędza tu swoje pierwsze mazurskie wakacje. Na równi z książkami interesuje ją zielone podwórko z podniebnie skaczącą i lądującą w sosnach huśtawką, hamakiem, piaskownicą zrobioną z hałdy piachu, tajemniczym drewnianym domkiem zwanym muflonem (sławojka) i zielonym kajakiem odwróconym do góry dnem, idealnym do wspinania. Ekscytują ją kąpielowe wyprawy nad rzekę (Łaźna Struga) oraz wizyty w pobliskiej stajni, na boisku, i w ogrodzie sąsiadki „Pani Doroty”. Żyjemy w magazynie w atmosferze kibucu: Guta zastała tu swojego kuzyna Władka i kuzynkę Jasię, spotkała ciocię Olę i wujka Mateusza, wujka Janka i ciocię Martę z kuzynkami: Manią i Melą oraz, to najważniejsze, naszą Mamę – ukochaną babcię Anię, prawdziwą demiurżkę, odkrywczynię i założycielkę tego miejsca.

Są to również pierwsze wakacje Gajki. Nasza dwumiesięczna uśmiecha się do wszystkich. A w nocy żąda przytulania, macha rękami i nogami w drodze na niewidzialny Mount Everest, rozmawia z babcią przy tlącej się czołówce. Trochę boli ją brzuch. Rodzice niemowląt mających kolki wszystkich krajów łączymy się z wami.

Na takich wakacjach doświadczenia są równie ważne co lektury. Ale książki także znaleźliśmy w tym królestwie skarbów. Na ogromnej półce projektu naszej Mamy stoją autorzy i tytuły poukładane według działów ustalonych podczas burzliwych dyskusji. Literatura dla dzieci to osobny dział, z ciasno powciskanymi tomikami. Mama pracowała niegdyś w pracowni literatury dla dzieci i młodzieży przy Wydziale Pedagogicznym i interesowała ją literatura dziecięca stąd dużo ciekawych okazów. Z wyjazdu przywieźliśmy kilka książek, które zasilą nasz projekt Knicha. Pożyczyliśmy takie oto lektury: Elementarz Mariana Falskiego, wydanie z ‘79 roku z ilustracjami Janusza Grabiańskiego, zbiór poezji Juliana Tuwima ze świetnymi ilustracjami Ignacego Witza (Nasza Księgarnia, 1961), wiersze Jana Brzechwy z genialnymi ilustracjami Franciszki Themerson (Czytelnik, 1985), tajemniczą, na oko przedwojenną książkę W lesie z ilustracjami Leszka Górskiego, socrealistyczne Obrazki Stanisława Aleksandrzaka z 1950 roku (ilustrowali: J.Grabska i A.Pucek), Wilki Danuty Wawiłow i Olega Usenko z ilustracjami Cypriana Kościelniaka (Krajowa Agencja Wydawnicza, 1987), książkę Erica Carle’a o leniwcu, podręcznik do nauki francuskiego dla dzieci Pierre, Loulou et Minette en vacances, wydany w Bratysławie w 1982 roku.

Turnus niestety powoli się kończy. Pozamykaliśmy spiżarki, założyliśmy okiennice, zamknęliśmy wrota na kłódki, zatrzasnęliśmy drzwi i furtki, poskładaliśmy leżaki, zebraliśmy lotki, piłki i konewki, zapakowaliśmy książki. Gutka i Gaja będą tu chyba jeszcze wracać żeby poszperać w rodzinnym archiwum pamięci, biegać nad rzekę i śladem poprzednich pokoleń szukać wiatru w zielonym, garbatym, pachnącym latem, mazurskim polu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s