Nogi na płozy!

dnia

Nasza falenicka wydma zaroiła się od narciarzy i dzieci na saneczkach jak pocztówka z zimowym Central Parkiem. Powiewają kolorowe szaliki i pomponiaste czapki, słychać śmiechy i chrobot plastikowych ślizgopojazdów, jabłuszek i skuterów z plastiku. Dzieciaki z pąsowymi policzkami mkną w nieznane na klasycznych oldskulowych sankach. Roczniaki wożone w drewnianych saniach, opatulone, markotne i zadziwione, leżą zakutane pod śpiworami i grubymi kocami. Rodzicie wychowani w surowych zimach lat 80. dają rady młodemu pokoleniu, które nie zna śniegu: „Nogi na płozy! Bo dalej nie pojedziesz!”. Słowem zima, zima ukochana! Zawiewa, prószy, sypie w oczy. Przynosi wspomnienia innych zim. Trochę hibernuje, a trochę odsyła do przeszłości. Hartuje, ale i uwrażliwia, wzrusza. Cieszy pięknem.

Dom ciągnie zimno, sionka je przechwytuje i wygasza, a potem chłód wpada lodowatym podmuchem prosto do wnętrza. Zamykamy drzwi i cieszymy się przytulnością. Ale wystarczy zejść do piwnicy po wek z ratatuja czy słoik aromatycznej gruszki w occie, żeby znów poczuć na plecach zimny dreszcz. Najlepiej uciec pod kołdrę i z kubkiem rumianku lub mleka ryżowego oddać się lekturom, dziecięcym rzecz jasna.

Nie mamy wielu zimowych książek dla dzieci. O takiej dawnej zimie, porządnej i surowej opowiada podszyty smętkiem wiersz Tadeusza Kubiaka. Czasem go sobie czytamy. Zilustrowany bardzo ładnie, delikatnie przez Anitę Paszkiewicz wprowadza w świat dawnych zim stulecia. Jest ojciec okrywający słomą krzaki róż, ptaki, zające i sarny marznące na mrozie, niedźwiedź śpiący w gawrze, miedze pozawiewane śniegiem. Autor wiersza zwraca się bezpośrednio do dziecka pokazując mu, że jest w lepszym położeniu, niż marznące zwierzęta, bo przecież chroni się w domu, pije gorące mleko, a jak wychodzi na dwór, to wkłada kożuch, szal i buty. W tym momencie wiersza Gutka chce pić swoje ciepłe, roślinne mleko w bidonie. Pijemy mleko i zapadamy w sen, jak niedźwiedź z wiersza.

W wierszu pojawia się kożuch, dzisiaj już zapomniany ubiór. Pamiętam, że nosiłam takie okrycie chyba w liceum, w czasie trzaskających mrozów. Nasz Tata odkupił kożuch od wycofujących się z Warszawy żołnierzy radzieckich. Kożuch był bardzo gruby i z ledwością można było podnieść w nim rękę, na przykład żeby złapać poprzeczkę w tramwaju. Wspomnę tutaj także straszliwe cierpienie w pierwszym modelu puchówek (przepraszam Mamo!), będących w istocie puchowymi zielono-fioletowymi pierzynami o niemodnym fasonie, gubiącymi puch i pióra, które wypadały przy szwach i każdym kroku.

W moim zimowym dzieciństwie korespondowałam trochę z Jacques Rossi’m, przyjacielem Rodziców. Pisał do mnie, na maszynie, bardzo zabawne listy. Koperty z cenną zawartością gdzieś się zawieruszyły, ale pamiętam do dzisiaj jak Jacques pisał do mnie o białej zimie. Zosiu, teraz jest biało i wszystko co brzydkie, ukryte jest pod śniegiem, a potem śnieg roztopi się i powoli szkaradne widoki znów się wyłonią. Bardzo mnie to wtedy zainteresowało i patrzyłam jak wirujące płatki przykrywają szpetoty i wszystko zamienia się w mleczny sen i tylko ja i Jacques wiedzieliśmy, że pod spodem utonęło brzydkie i okropne. Jacques Rossi znał zimy jak nikt i wiedział co to mróz. Spędził ponad dwadzieścia lat w gułagu. Dlatego wiedział jak się zakutać kiedy mrozy sięgają minus czterdziestu stopni. Zimą zawsze hartował się. Kiedy miał okazję kąpał się w lodowatym potoku. Tata opowiadał, że kiedy pomieszkiwali w Tworylnem, dawnej łemkowskiej wsi w Bieszczadach, codziennie rano wskakiwał do rzeki.

Ciekawe jakie są Wasze zimowe wspomnienia i zimowe drogi skojarzeń i lektur. Jeśli chcecie przeczytać wiersz o zimie Tadeusza Kubiaka, który czytamy, można dostać go w zbiorze Cztery pory roku wydanym przez Naszą Księgarnię.

Poza tym wiersze o zimie tego samego autora zostały wydane przez Znak, w tomiku Idzie zima.

No to na razie, miłej sanny!

Mamo, chcę popisać literki mówi Guta: Ng g ggggjjjjjjjj,,,,,..//’’’’’’’’’’’’’’00000000ooooooj,jk,kkkk,k,

Ilustracja: Charles E Martin, New Yorker, styczeń 1948 r.

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Anna pisze:

    Tyle zim, tyle wspomnień. Droga ze szkoły i chodzenie po cienkim lodzie na małej rzeczce bez nazwy przepływającej przez Konstancin. A ile lodu zjadłyśmy z Teresą! A sanki na Królewskiej Górze A Cudowna Podróż Selmy Lagerlöf ! Zimno, zimnem, ale w tym białym puch ile radości!!!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s