Być i mieć


Koniec miesiąca u nas wieńczy stres związany z pustym portfelem. Grzebiemy w portmonetce prababci Aliny (nasz schowek), dostajemy bezzwrotne pożyczki od babci Ani (stokrotne dzięki!), sprzedajemy stare monety na OLX i u wolskich numizmatyków, jemy jabłka z dzikich nadwiślańskich sadów, kiszoną kapustę z Carrefoura z kaszą, wypatrujemy wypłat, które zawsze majaczą na horyzoncie i przychodzą za późno. W tych dniach lodówka świeci pustkami, zjadamy stare zapasy, wyciągamy skitrane na dnach szuflad suszone owoce, cieszymy się ze znalezionej paczki makaronu, czy odkrytej w głębinach szafki niedokończonej kaszy gryczanej. Kombinujemy w duchu slow, choć z reguły bywa to frustrujące.

Po dniach postnych nastaje kolorowy warzywopust, kiedy spływają pieniądze z projektów. Jacek zaopatrzony w wypchany portfel gna mercedesem na bazar w Falenicy. Przywozi dary natury od pana Ziółko, którymi raczymy się przez następne dni. Jemy jarmuż, pieczone ziemniaki, sałatę, rukolę i roszponkę, czarną marchew i buraki, oraz wspaniałe tempehy, jogurty sojowe, kaszę bulgur z żurawiną, chrupiemy czarne czekolady.

Naszym problemom finansowym sprzyja relatywnie niskie wynagrodzenie występujące w zawodach związanych z kulturą. Nasza sytuacja dochodowa, podobnie jak wielu rodzin, pogorszyła się ze względu na rosnącą inflację. Stać nas na jedzenie, ale już mniej na wyposażenie domu (zakup patelni, łóżka i naprawa stołu ciągle przeskakują na kolejne miesiące) czy wizytę u dentysty całą rodziną. Nie odkładamy na wakacje. Drżę z obawy przed czekającymi nas, w nowym roku, zmianami.

Powoli zbliża się okres świątecznych zakupów. Odwoływania się do kulturowego imaginarium dostatnich świąt, budowania wyobrażeń na temat prezentów – chociaż niby wiemy, że dzieciom wystarczy niewiele. Niebawem obudzi się we mnie poczucie winy, że nie stać nas na drogie rzeczy.

W tym roku postanowiłam różne niespodzianki zrobić w formie projektu rodzinnego. Zaproszę do zabawy najbliższych, wciągnę Jacka i maluszki, Babcię. Zrobimy symboliczne, ręcznie wykonane prezenty-sygnały pamięci. Dziewczynki oczywiście wierzą w Mikołaja, ale opowiadam im, że święta to czas, kiedy można innych także obdarować, nie tylko być obdarowanym. Mój Tata praktykował tego typu minimalizm prezentowy, uświadamiał nam, że wystarczy niewiele: gest, sentencja, wiersz, collage, drobiazg z brocante, książka, choćby wyciągnięta z półki, że bardziej liczy się myśl, intencja, duch. A ten ostatni jest z natury ulotny i nie ma go w banku ani sklepie.

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. lang3pro pisze:

    Ten tekst bardzo do mnie trafia, gdyż żyję na kosztach innych i przez większość czasu w miesiącu muszę, łagodnie mówiąc, zaciągać pasa.
    Moje szczęście, że nie mam żony ani dzieci więc moje środki nie muszę rozkładać na trzy osoby.
    Dziękuję za podzielenie się, będę tu czasem zaglądał i czytał jak się u Państwa mają sprawy 🙂
    Podziwiam siłę i odwagę!
    Dzięki ❤
    W.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s