PODRÓŻE BIBLIOTECZNE

W czerwcu mieszkamy na przedmieściach Genewy, w Ambilly. Jest to miasteczko francuskie, na samej granicy ze Szwajcarią. Znaleźli tu dom ludzie z różnych stron świata (Chiny, Portugalia, Bałkany, Rosja, Algeria, Liban, Polska, a z pewnością także i inne krainy). Eleganckie wypoczynkowe domy górskie sąsiadują ze zwykłymi blokami, skromnymi niskimi kamienicami, nieczynnymi zakładami przemysłowymi, pawilonami handlowymi oraz hotelami, których czasy świetności już dawno minęły. Ciągle coś jest tu rozbudowywane.

Dźwięki ulicy wpadają na nasz rozgrzany słońcem balkon. Słyszymy melodie hip hopowe z uchylonych szyb samochodów, odgłosy obwoźnej szczekaczki nawołującej do wizyty w cyrku, głośne rozmowy w różnych językach, klaksony. Zewsząd napływają dźwięki rozbudowy, szum koparek, betoniarek, a zdarza się, że i młotów pneumatycznych. Mieszkamy przy prowadzącej do granicy rue de Genève. Ulica jeszcze teraz jest częściowo zamknięta, chaotyczna, w pełnym rozgardiaszu, ale już za chwilę będzie elegancka i uporządkowana dzięki kładzionemu właśnie torowisku tramwajowemu. Fotografia z lat 50. na nieczynnym sklepie „Kosova market. Produkty bałkańskie”pokazuje, że w przeszłości była to także sympatyczna ulica.

Jest trochę pusto. Budowa torowiska zamroziła handel na rue de Genève. Wyprowadził się tatuażysta i restaurator Libańczyk, zamknęły się kawiarnie i małe sklepiki. Coś tu jeszcze działa: pozostał sklep chiński, delikatesy, rzeźnik, sklep koszerny i market halaal, kilka restauracji świecących pustkami, kiepska piekarnia i supermarket. W każdą sobotę, na parkingu, niedaleko miejsca, w którym rue de Genève dotyka dawnego przejścia granicznego, rozkładają się stragany z owocami, warzywami, afrykańskimi i arabskimi strojami, oliwkami, serami, chlebami, plackami pieczonymi na miejscu i innymi frykasami.

W środku tego wszystkiego działa bardzo fajna biblioteka dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Kierujemy do niej kroki na samym początku naszego pobytu, z ciekawości, chcemy zapoznać się z lokalną instytucją i z potrzeby, bo na wyjazd zabraliśmy tylko dwie książeczki dla córki.

Korzystanie z bibliotek to super fajny pomysł dla rodziców. Możliwość sprawdzania która książka podoba się dziecku, która robi na nim wrażenie. Można już potem bez obaw, polubioną i oswojoną pozycję nabyć w księgarni. Chodzenie do biblioteki to także dobry pomysł na wspólne spędzenie czasu, zachęta do lektur, a kto wie, może i odkryć. Na pewno można też zrealizować w ten sposób potrzebę minimalizmu i poczuć ducha ekologii.

Zatem nasza córka jest oficjalną czytelniczką Bimagu – biblioteki w Ambilly, tuż przed swoimi pierwszymi urodzinami. Do załatwienia formalności potrzebny jest tylko dowód jednego rodzica, poproszono nas także o wypełnienie deklaracji. Zaczynamy wypożyczanie. Przychodzimy do biblioteki poczytać i pooglądać książki, pobawić się, powyjmować książki z półek, poraczkować, postać przy półkach, wspinać się na fotele i schodki, wychodzić do ogrodu, patrzeć na inne dzieci i wchodzić z nimi w interakcję, poczuć się małym czytelnikiem. Rodzicom podoba się miła Pani, która wszystko tłumaczy, a trochę mniej niemiły Pan, który się nie uśmiecha. Za każdym razem kiedy przechodzimy obok biblioteki, chcemy do niej zajrzeć.

Dzięki tej przygodzie kilka fajnych książek dla dzieci wpada nam w oko. Na blogu szukajcie wpisów o psie, który nauczył się poskramiać swoje pragnienia, chłopcu, który stanął na czele kawalkady zabawek oraz małpie i słoniu, stanowiących zgrane duo.

Bimag. Przestrzeń bezbutowa, tutaj czytamy w skarpetkach.
Widok z naszego balkonu, na rue de Genève
Rue de Genève

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s